W kilku słowach, kim jesteś?
Nazywam się Olga Klip, jestem kuratorką sztuki współczesnej, menedżerką projektów artystycznych i mentorką dla artystów.
Na czym polega projekt Poradni Artystycznej?
Projekt zaczął się jakiś czas temu, kiedy zauważyłam, że jest całkiem dużo możliwości dla artystów, ale oni nie wiedzą, jak z nich skorzystać: jak złożyć wniosek, jak odpowiadać na pytania w open callach, jak powinno wyglądać portfolio artystyczne. To jest wiedza, której nie ma na uczelniach artystycznych. Zdarzają się jakieś programy poza akademią, ale to zawsze indywidualna sprawa artysty, żeby się tego nauczyć.
Poza tym stworzenie portfolio artystycznego jest potrzebne żeby przedstawić, czym się zajmuje artysta czy artystka. W Projekcie Poradni Artystycznej chodzi o doradztwo dla artystów, żeby pomóc zrozumieć, jak funkcjonować w przemyśle sztuki. Myślę, że potrzebują komunikacji z kuratorami i kuratorkami, ale kuratorzy nie zawsze są otwarci na taką rozmowę z każdym.
Poradnia Artystyczna funkcjonuje w taki sposób, że każdy artysta może przyjść i pogadać o tym, co go niepokoi na drodze artystycznej.
Jak to się zaczęło?
Poradnia Artystyczna powstała podczas składania wniosku do programu w Ujazdowskim Otwieramy się na Wszystkich. Nie dostałam wtedy dofinansowania, ale zrozumiałam, że jak instytucja mówi „otwieramy się na wszystkich”, to nie zawsze znaczy, że naprawdę się otworzy.
Pomyślałam o tym, że tak jak każda osoba ma dostęp do poradni medycznej, tak artysta powinien mieć dostęp do poradni artystycznej. Dobrze by było, żeby osoby pracujące w sztuce, miały dostęp do doradztwa, konsultacji i porad. To tak naprawdę powinno być normalnym działaniem w każdej instytucji sztuki.
Dla mnie ten projekt jest z poziomu krytyki instytucjonalnej. Nie zgadzam się z tym, że duże instytucje budują zasady wejścia do nich i współpracy z nimi, ale nie mówią artystom, w jaki sposób te warunki można spełnić.
Do kogo jest skierowana Poradnia? Do początkujących, czy już doświadczonych artystów?
To jest skierowane dla początkujących artystów, bo ci doświadczeni, mają już dostęp do kuratorów, kuratorek.
Na co mogą liczyć osoby, które się zgłaszają?
Mogą liczyć na wysłuchanie i analityczne podejście. To nie tylko dotyczy ich twórczości, ale szerzej, jak zbudować wokół niej zrozumiałą komunikację.
Mogą przyjść z portfolio artystycznym i pokazać, co i jak prezentują. Mogą liczyć na doradztwo, co w tym portfolio działa, co nie działa i jak lepiej to można poskładać. Mogą też otrzymać radę, w jakim kierunku lepiej iść uwzględniając ich poziom i zainteresowania. Czy kierować się na rezydencje artystyczne, do galerii sztuki, czy do publicznych instytucji sztuki? Z czym do kogo iść i na co zwrócić uwagę w komunikacji z tymi instytucjami.
Jakie trudności w wejściu na rynek sztuki napotykają artyści?
Z mojego doświadczenia instytucje sztuki są bardzo zamknięte.
Na tym polega praca kuratorów, żeby wybierać tych, którzy mogą wejść do tego świata. Powstaje to niezrozumienie pomiędzy instytucjami a artystami początkującymi, którzy nie rozumieją, jak dotrzeć do ludzi, dokonujących tego wyboru. Trudno jest zacząć komunikację z kuratorami.
Robiłam projekt, jeszcze w Białorusi, w którym mógł wziąć udział każdy artysta. Spotkałam się ze snobizmem nie tylko u kuratorów, ale też doświadczonych artystów, którzy nie chcieli wisieć na jednej ścianie z początkującymi. To zamknięcie na ludzi, selekcja z kim i komu pokazać prace, z kim rozmawiać, dla mnie to jest snobizm w najczystszej formie. Powstają przez to bańki tematyczne i formalne w sztuce, osoby spoza się tam nie dostaną.
Poza tym, jest bardzo duża konkurencja. Teraz jest tyle artystów i tyle tworów sztuki, nie ma wystarczająco miejsc żeby wszystko to zmieścić w domach, galeriach, nie ma tyle ludzi żeby to obejrzeć. Dlatego w mojej pracy skupiam się bardziej na performatywno-aktywistycznych działaniach niż na tworzeniu nowych obiektów.
Po co właściwie artystom kurator?
Jedna głowa dobrze, dwie lepiej.
Kurator ma inne podejście. Artysta pracuje z obiektem, a kurator pracuje z przestrzenią i z publicznością. I to jest podział obowiązków. Bo jak masz zrobić wszystko, to zrobisz to źle. Pewne rzeczy warto oddać komuś innemu.
Owczem, są artyści, którzy pracują z tekstem, ale rolą kuratora jest opracować tekst, który będzie zrozumiały dla publiczności.
Czy te płaszczyzny się przenikają? Masz poczucie, że bywasz artystką?
Tak. Artyści, jeśli chcą, mogą być kuratorami. Ja też czasem jestem artystką, zwłaszcza przy projektach zaangażowanych społecznie, bo kiedy włączam osoby artystyczne, ale też widzów w działania twórcze, wtedy się widzę jako artystka performatywna.
Jakie wewnętrzne trudności mają osoby chcące zajmować się sztuką?
Pierwszy i najbardziej rozpowszechniony jest syndrom oszusta, albo oszustki, bo kobiety bardziej na to cierpią. I dążenie do perfekcjonizmu.
Dużo artystów myśli, że jak zrobię coś lepiej, to dopiero wtedy pokażę. A chodzi o to, że trzeba zaczynać pokazywać na wczesnym etapie, bo dopiero feedback sprawia, że można ruszyć dalej. No i naprawdę mało artystów umie złożyć zrozumiałe portfolio, wie które prace tam wstawić, w jakiej kolejności, jakie informacje dotyczące tych prac dodać.
Teraz jest dużo informacji o wielu programach, w których można wziąć udział. To jest trudne dla wielu osób, zastanowić się, z której z tych możliwości skorzystać. Jest wiele open call’ów płatnych i artyści często płacą, ale nic nie dostają w zamian.
Które współprace najlepiej wspominasz?
Z ostatniego czasu najlepsza współpraca jest ze Strefą Wolnosłową. Bardzo poszerza moje możliwości. Od kiedy się przeniosłam do Polski, zaczęłam rozumieć, w jaki sposób działają NGO i jakie szanse dają.
Poza tym, mam bardzo dobre doświadczenie współpracy z moimi partnerami we Włoszech, na południu w mieście Stilo. Są bardzo otwarci i wszystko jest tam możliwe, dlatego budowanie tam rezydencji artystycznej idzie nam tak łatwo. Wychodzisz na ulicę, pytasz o śrubokręt i go dostajesz.