Czy możesz przedstawić się jako artysta w kilku słowach?
Nazywam się Aimable Mugabo. Jestem artystą mieszkającym w Europie. Zajmuję się głównie malarstwem — zarówno abstrakcyjnym, jak i figuratywnym.
Oprócz malowania tworzę też rękodzieło z gazet z recyklingu. Są to przedmioty dekoracyjne i użytkowe. Korzystam ze starych gazet, żeby zamieniać je w piękne przedmioty, z których ludzie mogą korzystać.
Jak to się stało, że zająłeś się sztuką? Pamiętasz moment, kiedy poczułeś, że chcesz być artystą?
Zawsze byłem artystą, odkąd byłem małym chłopcem, choć wtedy nie wiedziałem, że zajmę się tym zawodowo. Dorastałem otoczony sztuką — mój wujek i kuzyn byli artystami, a ja często naśladowałem ich prace.
Moment decyzji przyszedł pod koniec liceum. Uczyłem się elektroniki i telekomunikacji i wahałem się, czy iść dalej w tym kierunku, czy wybrać sztukę. Poprosiłem najlepszego przyjaciela o radę, powiedział mi, żebym wybrał to, czego naprawdę chcę.
Później, tego samego dnia, podczas przerwy zasnąłem na ławce i miałem coś w rodzaju wizji. Zobaczyłem siebie w wieku 50 lat jako inżyniera — odnoszącego sukcesy, z własną firmą — ale czułem, że czegoś brakuje. Potem wyobraziłem sobie siebie w wieku 50 lat jako artystę, podróżującego, dzielącego się swoją sztuką, rozmawiającego o niej z ludźmi. Pamiętam, że przez cały ten „sen” się uśmiechałem.
Ten moment został ze mną. Zrozumiałem że w moim życiu, niezależnie od tego, jaką pracę będę wykonywał, sztuka zawsze będzie jego ważną częścią.
Czy możesz opowiedzieć więcej o swojej pracy z papierem i o tym, jak się zaczęła?
Ten pomysł też narodził się w liceum, w czasie egzaminów. Po jednym z nich siedziałem pod drzewem i myślałem o wszystkich kartkach, które kazano nam zostawiać, bo uczniowie i tak wyrzucaliby je później.
Zacząłem się zastanawiać, jak powstaje papier i dlaczego coś, co wymaga tylu zasobów, jest używane tylko przez dwie godziny, a potem staje się śmieciem. Zrobiłem research i zobaczyłem, ile czasu, wody, ropy i energii potrzeba do produkcji papieru. To mnie zasmuciło.
Zadałem sobie pytanie, co mogę zrobić jako artysta, żeby nadać temu materiałowi większą wartość. Wtedy zacząłem eksperymentować ze składaniem papieru i origami, ale żeby to robić kupowałem specjalny papier, a to przecież było zupełnie nie to czego szukałem.
Później zobaczyłem krótkie wideo, na którym ktoś robił podkładkę pod kubek ze starych gazet. Ten pomysł ze mną został. Zacząłem zbierać stare gazety, których moja mama miała nawet całe pudła sprzed wielu lat, i zacząłem eksperymentować.
Z początku to było powolne i frustrujące, ale z czasem nauczyłem się, jak zachowuje się papier. W końcu zacząłem tworzyć mocniejsze i bardziej dopracowane przedmioty, sprzedawać je na targach, festiwalach i wystawach. Wtedy zaczęła się moja droga z rękodziełem.
Twoje obrazy mają bardzo intensywne, mocne kolory. Możesz powiedzieć o tym coś więcej?
Nie planuję kolorów świadomie. Kiedy patrzysz na moje prace, może się wydawać, że stworzyło je kilku różnych artystów. Wszystko zależy od tego, jak się w danym momencie czuję.
Nie wybieram kolorów celowo. Po prostu lubię żywe barwy, które dają mi szczęście. Maluję z ekscytacją. Czasem nie podoba mi się efekt, a innym bardzo się podoba. To część procesu.
Dla mnie kolor bierze się z emocji i energii. Kiedy maluję, jestem podekscytowany i ta energia pojawia się na płótnie.
Co najbardziej Cię inspiruje jako artystę?
Wyobraźnia jest dla mnie bardzo ważna, wyobrażanie sobie rzeczy, które jeszcze nie istnieją, albo może nigdy nie będą istnieć. Lubię odkrywanie i nawet lekki dyskomfort.
Duży wpływ ma też kultura. Pochodzę z Rwandy i afrykańska kultura, ludzie, stroje oraz życie wspólnot mocno kształtują moją twórczość. W mojej obecnej serii Maasai Uniform eksploruję tożsamość i widzialność ludu Masajów, mimo że nie pochodzą bezpośrednio z Rwandy. Inspiruje mnie ich wyrazista wizualność i sposób życia społeczności.
Inspirują mnie też współczesne obrazy. Czasem widzę coś w internecie i czuję potrzebę namalowania tego, nie realistycznie, ale po swojemu, budując wokół tego nową historię.
Czy polska kultura też Cię inspiruje?
Tak, zdecydowanie. Często dziwi mnie, gdy Polacy mówią, że ich kultura jest bezbarwna. Ja widzę tu mnóstwo kolorów: w tradycyjnych strojach, tańcach ludowych, kwiatach, wzorach.
Podczas mojej pierwszej wystawy w Toruniu ludzie ciągle mówili, że moje obrazy są kolorowe i radosne, a ja czułem, że ta żywość już tu istnieje. Może zima daje to przekonanie o szarości, ale kulturowo Polska jest bardzo bogata w kolory.
Jak doświadczasz polskiej sceny artystycznej jako artysta migrancki?
Nie wszedłem jeszcze w świat sztuki współczesnej. Moje pierwsze kontakty były przez warsztaty rękodzieła z NGO-sami i domami kultury. Dzięki nim ludzie dowiadywali się, że jestem też malarzem, co później skutkowało wystawami.
Język nadal jest dla mnie barierą, a jednocześnie studiuję i pracuję, więc większość mojej działalności jest bardziej społeczna niż galeryjna.
Mimo to wsparcie, które dostałem od lokalnych społeczności, fundacji i uczelni, szczególnie w Toruniu, było bardzo duże. To pomogło mi zorganizować pierwszą wystawę.
O jakich współpracach marzysz?
Chciałbym współpracować z muzeami i innymi artystami. To jeden z powodów, dla których przeprowadziłem się do Poznania, żeby powoli wejść w środowisko artystyczne i nauczyć się, jak ono działa.
Jednocześnie współpraca oparta na rękodziele i pracy z lokalnymi społecznościami już dobrze funkcjonuje. Często dostaję zaproszenia, czasem nawet częściej, niż sam aplikuję. Ta relacja z ludźmi jest dla mnie bardzo ważna.
Czego życzysz sobie jako artysta?
Chciałbym, żeby moje prace podróżowały po świecie i żeby ludzie mogli je zobaczyć. Nie potrzebuję dużo pieniędzy, wystarczy mi stabilność, która pozwoli mi skupić się na tworzeniu.
Pomysły artystyczne ciągle „pukają” mi do głowy. Chcę tworzyć więcej, dzielić się i obserwować reakcje ludzi. Polska jest moim pierwszym dużym krokiem i jestem ciekaw, dokąd zaprowadzi mnie dalej.